Strategie kontroli: co robimy, żeby nie czuć tego, co czujemy?

Dlaczego czasem sięgamy po analizowanie, scrollowanie, zakupy, pracę, jedzenie czy inne sposoby, żeby choć na chwilę poczuć się lepiej? O tym, jak działają strategie kontroli, dlaczego łatwo się do nich przyzwyczaić i jak odzyskać więcej świadomego wyboru. 🌿

MECHANIZMY UMYSŁUEMOCJEDEPRESJASTRESRELACJE

Zia Choi

9/14/20265 min read

Wyobraź sobie, że wydarza się coś trudnego...

Ktoś Cię odrzuca.
Kończy się relacja.
Czujesz samotność.
Pojawia się lęk o przyszłość.
Doświadczasz wstydu.
Nie wiesz, co zrobić ze swoim życiem.
Czujesz pustkę.

I wtedy pojawia się bardzo naturalna potrzeba:

„Nie chcę się tak czuć.”

I właśnie wtedy nasz umysł może zacząć szukać sposobu, żeby ten stan zmienić.

Czasami próbuje zrobić to poprzez myślenie.

„Muszę zrozumieć, dlaczego to się wydarzyło.”

Czasami poprzez działanie.

„Muszę coś zrobić.”

A czasami poprzez coś, co pozwoli nam po prostu na chwilę tego nie czuć.

I tutaj zaczynają się strategie kontroli.

Nie chodzi o to, co robisz. Chodzi o to, po co to robisz.

Kieliszek wina po ciężkim dniu nie musi być strategią kontroli.

Zakupy nie muszą nią być.

Seks nie musi nią być.

Jedzenie, serial, telefon, praca czy wyjście ze znajomymi również nie.

Możemy robić te rzeczy, ponieważ sprawiają nam przyjemność, są częścią naszego życia albo po prostu mamy na nie ochotę.

Ale czasami ich funkcja jest inna:

„Nie chcę teraz być z tym, co czuję.”

I wtedy zachowanie zaczyna pełnić funkcję ucieczki.

Pojawia się pustka → kupuję coś → przez chwilę czuję ekscytację.

Pojawia się napięcie → piję → napięcie spada.

Pojawia się samotność → szukam seksu lub bliskości → przez chwilę czuję się potrzebna.

Pojawia się smutek → włączam serial → przez kilka godzin nie muszę o niczym myśleć.

Pojawia się niepewność → zaczynam analizować → mam poczucie, że coś kontroluję.

Mechanizm może być różny.

Cel jest podobny: zmienić swoje doświadczenie tu i teraz.

Dlaczego to pozornie działa?

Bo przynosi ulgę.

I właśnie tutaj robi się ciekawie.

Jeżeli coś sprawia, że trudne uczucie choć na chwilę znika, nasz mózg bardzo szybko może nauczyć się związku:

„Źle się czuję → robię X → czuję się lepiej.”

To ogromnie silny mechanizm uczenia się.

Następnym razem, kiedy pojawi się podobne uczucie, jeszcze łatwiej sięgniemy po X.

I jeszcze następnym razem.

Aż w pewnym momencie możemy nawet przestać zauważać, co właściwie próbujemy zagłuszyć.

Po prostu czujemy napięcie i automatycznie sięgamy po coś, co znamy.

Największy problem nie polega na tym, że chcemy poczuć się lepiej.

To przecież jest całkowicie ludzkie.

Nikt nie chce cierpieć bez powodu.

Problem pojawia się wtedy, kiedy zaczynamy wierzyć:

„Nie mogę tego czuć.”

„Muszę się tego pozbyć.”

„Nie poradzę sobie z tym, jeśli to nie zniknie.”

I wtedy nasze życie może zacząć kręcić się wokół regulowania własnego wnętrza.

Nie żyjemy już tylko po to, żeby doświadczać życia.

Coraz więcej energii przeznaczamy na to, żeby nie doświadczać pewnych jego części.

Możemy uciekać nawet w rzeczy, które wyglądają bardzo rozsądnie.

I to jest bardzo ciekawe, gdyż strategie kontroli nie zawsze wyglądają destrukcyjnie.

Możemy uciekać w pracę.

„Jak będę wystarczająco zajęta, nie będę musiała o tym myśleć.”

Możemy uciekać w rozwój osobisty.

„Jeszcze tylko to zrozumiem, naprawię siebie i wtedy wreszcie będę spokojna.”

Możemy uciekać w analizowanie własnych emocji.

„Muszę dokładnie wiedzieć, dlaczego tak reaguję.”

Możemy uciekać w perfekcjonizm.

„Jeśli wszystko zrobię dobrze, nic złego się nie wydarzy.”

Możemy uciekać w kontrolowanie innych.

„Jeśli on będzie zachowywał się odpowiednio, będę mogła się uspokoić.”

A nawet w ciągłe poszukiwanie pewności.

Jeszcze jedno sprawdzenie. Jeszcze jedna rozmowa. Jeszcze jedna odpowiedź.

I znowu — nie dlatego, że te rzeczy są same w sobie złe.

Tylko dlatego, że czasami ich prawdziwą funkcją jest ucieczka.

A co znajduje się pod spodem?

To chyba najciekawsze pytanie. Jeżeli przestaniemy na chwilę patrzeć na samo zachowanie i zapytamy:

„Przed czym ja właściwie próbuję uciec?” może pojawić się coś zupełnie innego.

Pod zakupami może być samotność.

Pod alkoholem — lęk albo smutek.

Pod nadmiernym seksem — potrzeba bliskości, odrzucenie albo pustka.

Pod pracoholizmem — poczucie własnej wartości zależne od osiągnięć.

Pod ciągłym analizowaniem — niepewność.

Pod perfekcjonizmem — strach przed oceną.

Pod ciągłym scrollowaniem — niechęć do pozostania sam na sam ze sobą.

I właśnie tutaj zaczyna się rozumienie siebie.

Nie od pytania:

„Co jest ze mną nie tak?” ale: „Co próbuję sobie zrobić tym zachowaniem?”

A jeszcze lepiej:

„Przed czym próbuję się ochronić?”

Czyli mam po prostu przestać?

Nie.

I bardzo nie chciałabym, żeby ten tekst prowadził do takiego wniosku.

Nie chodzi o to, żeby odebrać sobie wszystkie sposoby, dzięki którym poprawiamy sobie nastrój.

Nie chodzi o życie bez przyjemności.

Nie chodzi o to, żeby za każdym razem, kiedy jest nam źle, siedzieć w ciszy i „przeżywać emocje”.

Chodzi o wybór.

Czy robię to, ponieważ naprawdę tego chcę?

Czy dlatego, że nie potrafię znieść tego, co właśnie czuję?

To ogromna różnica.

Bo kiedy nie mamy innego sposobu radzenia sobie, zachowanie zaczyna nas kontrolować.

A kiedy potrafimy zostać choć przez chwilę z własnym doświadczeniem, pojawia się możliwość wyboru.

Ta mała przestrzeń.

Nie chodzi o stworzenie przestrzeni pomiędzy „emocją” a „działaniem” po to, żebyśmy byli idealnie spokojni.

Chodzi o stworzenie przestrzeni pomiędzy:

„Czuję coś trudnego.”

a

„Muszę natychmiast zrobić coś, żeby przestać to czuć.”

Może pojawić się lęk.

I zamiast od razu go zagłuszać, możemy zauważyć:

„Jest we mnie lęk.”

Może pojawić się samotność.

„Jest we mnie samotność.”

Może pojawić się pustka.

„Jest we mnie pustka.”

Nie musimy jej lubić.

Nie musimy jej rozwiązywać.

Nie musimy się z nią utożsamiać.

Możemy po prostu zauważyć, że jest.

A dopiero potem zdecydować:

„Co chcę teraz zrobić?”

Bo celem nie jest cierpienie.

Nie chodzi o to, żebyśmy przestali szukać ulgi.

Chodzi o to, żeby ulga nie była jedynym powodem, dla którego coś robimy.

Bo wtedy zaczynamy odzyskiwać wolność.

Mogę wypić kieliszek wina, bo mam ochotę.

Mogę zrobić zakupy, bo coś mi się podoba.

Mogę uprawiać seks, bo mam na niego ochotę.

Mogę obejrzeć serial, bo chcę odpocząć.

Mogę pracować, bo moja praca ma dla mnie znaczenie.

Ale mogę też zauważyć:

„Robię to tylko po to, żeby nie czuć tego, co właśnie czuję.”

I to jest moment, w którym warto się zatrzymać.

Nie po to, żeby się oceniać.

Po to, żeby siebie zrozumieć.

Zatrzymaj się na chwilę.

Pomyśl o czymś, po co często sięgasz, kiedy jest Ci trudno.

I zapytaj siebie:

Co czuję tuż przed tym, zanim to zrobię?

Czego nie chcę wtedy czuć?

Czy to, co robię, rozwiązuje coś ważnego — czy daje mi przede wszystkim chwilową ulgę?

I najważniejsze:

Co mogłoby się wydarzyć, gdybym przez chwilę nie próbowała tego uczucia zmieniać?

Może właśnie wtedy zobaczysz, że pomiędzy tym, co czujesz, a tym, co robisz, istnieje niewielka przestrzeń.

A w tej przestrzeni znajduje się coś bardzo ważnego:

wybór.

I właśnie o tę przestrzeń chodzi.

© 2026 LiveFully | Zia Choi

kontakt@livefullyziachoi.com

794 493 360